Dlaczego tak jest?

 

Jestem narciarzem od dziecka. Już wieku 6-7 lat miałem swoje pierwsze dechy, a w zasadzie to plastiki, które do butów przywiązane były rzemieniami…  Nie, nie… Ani myślę chełpić się tutaj jak długo, jak wiele i to, że skoro założyłem narty jak byłem mały to na pewno jestem prawdziwym narciarzem. Tak naprawdę to jestem przeciętnym narciarzem, a w kategoriach sportowych to żadnym. Zdobyłem stopień pomocnika instruktora, ale to o niczym nie świadczy. Niestety, ale w trakcie egzaminu zawiodłem się na poziomie jaki trzeba osiągnąć, aby ten tytuł mieć. Miałem inne wzorce, pomocnik instruktora kiedyś był dla mnie wzorcem. Niemniej jest to jedyny formalny wyznacznik. Jedyne co chcę przekazać to, że narciarstwo nie jest mi obce, próbowałem różnych form w różnych warunkach bo chcę spróbować tej dyscypliny w każdym wymiarze.

Narciarstwo po prostu kocham, kocham tę dyscyplinę, kocham góry, wiatr i płatki śniegu na twarzy, adrenalinę dostarczaną prosto do żył, taniec na śniegu i to, że mogę ten sport uprawiać z wartościowymi dla mnie ludźmi, co sprawia, że kocham ją jeszcze bardziej.

W wieku kilkunastu lat sytuacja zmusiła mnie do zaprzestania czynnego narciarstwa i tak w latach licealnych i na początku studiów nie jeździłem w ogóle. Kiedy ponownie miałem okazję stanąć na nartach cieszyłem się jak dziecko, że wracam do tego pięknego sportowego świata. Generalnie jestem amatorem w wielu dyscyplinach sportowych, takich jak: kolarstwo górskie, szosowe, bieganie, trekking, wspinaczka skałkowa, pływanie, kiedyś piłka nożna i inne sporty grupowe… Do tego uwielbiam próbować nowych dyscyplin, które są dla mnie nowe, ale chce spróbować, żeby ich doświadczyć… a może któraś z nich okazać się moją nową pasją…  Takie tam, wiele ludzi podąża tą ścieżką bo mieszkamy w kraju, który dostarcza fantastycznych możliwości do uprawiania właśnie tych dyscyplin… (W ogóle to mieszkamy w pięknym kraju i korzystajmy z tego. Ja korzystam… J) Zmierzam jednak do czegoś innego. W każdej z wymienionych dyscyplin spotyka się ludzi, różnych ludzi czasem złych, czasem dobrych, czasem takich których się lubi bardziej, a czasem takich, których lubi się mniej… Wszystkich zawsze łączy jedno, wspólna pasja i radość związana z przeżywaniem i dzieleniem się emocjami dostarczanymi przez spędzone chwile. To, że w tych kręgach rodzi się od razu, błyskawicznie po pierwszym spojrzeniu jakaś więź. Rozmowa od razu się układa i od razu jest o czym rozmawiać. Radość z tego, że można się pochwalić, że pokonało się samego siebie i pomimo wyczerpania jechało się dalej bo droga już była niedaleka. I automatycznie zrozumienie w oczach drugiej osoby. Do dzisiaj pamiętam jak opowiadałem znajomym historię kiedy jechałem na rowerze górskim pod silny wiatr przez 30km… opowiadając to w biurze kiwali głowami, ale nie wiedzieli o co chodzi, kiedy powiedziałem to mojemu serdecznemu przyjacielowi od razu zobaczyłem zrozumienie w oczach 🙂 Przyjemne wspomnienie… Cel mam jednak jeden we wszystkich tych dyscyplinach jednak ludzie byli razem i byli pozytywnie nastawieni do siebie. Czy na rowerze, czy na skałach, czy w górach na spacerze, czy na jeziorze, na rzece, zawsze ludzie się cieszyli, ze spontanicznego spotkań…

Dlaczego zatem na polskich stokach jest inaczej? Dlaczego tak jest, że kiedy jadę na stok to się boję…? Nie chce się bać i chce się cieszyć… chce się cieszyć jazdą, każdą sekundą, każdym momentem, każdym skrętem, każdym dzwonem (pod warunkiem, że bezkontuzyjnym J ). W tej chwili na stoku walczę o to, żeby przeżyć. Oczy trzeba mieć cały czas dookoła głowy, cały czas trzeba się mieć na baczności być czujnym tego co się dzieje dookoła, a i tak to czasem nie wystarczy. Ja wiem dlaczego? To siedzi w naszych głowach, ale czy dożyjemy czasów, kiedy na stokach zwycięży odwaga nad brawurą? Odważne jest zjechać ze stoku z którego się boimy, ale w rozsądnej dla swoich umiejętności prędkości. Brawurą jest zjechanie zagrażając przy tym innym… Oczywiście dochodzi też bardzo, bardzo wiele innych czynników takich jak łatwa dostępność sprzętu, czy niewystarczająca ilość stoków… moim zdaniem to jednak ludzie powinni ostatecznie być tymi, którzy powinni w takich warunkach jakie mamy do dyspozycji odpowiednio zachować.

Pod stokiem w kolejce znowu negatywna energia w postaci przepychających się ludzi. Znowu źle… Jeśli mamy do dyspozycji jakąkolwiek integracyjny wyciąg (wieloosobowe krzesło/orczyk/gondola J) to jest szansa, że spotka się kogoś wesołego kto chętnie będzie z nami porozmawia. Jeśli jednak udziela mu się również sytuacji ze stoku to wiadomo, że skończy się narzekaniem na panujące warunki i już choćby była najpiękniejsza pogoda to i tak będzie negatywnie.

Chciałbym dotrzeć do tych wszystkich brawurowców, przez których okazuje się, że jestem tchórzem… Bo boję się jeździć na nartach.

Jeśli chodzi o towarzystwo sportowe w narciarstwie alpejskim to tam witki opadają, i szkoda pisać. Poza polityka, nigdzie nie spotkałem się z takim poziomem hejterswa. Gdzie sportowa rywalizacja przerodziła się niezdrowa zawiść i nienawiść. Na dowód wystarczy sobie popatrzeć na komentarze i wpisy na stronie magazynu ntn (www.ntn.pl). Tyle szkoda zachodu bo tam się jeszcze długo nic nie zmieni.

  

Dlatego (choć nie tylko dlatego) od kilku sezonów przerzuciłem się skrupulatnie na skitoury, ale może o tym innym razem… 

Jak kupić/dobrać/kupić narty?

Jak kupować narty? Jak dobrać/wybrać narty?

To temat rzeka… jak najłatwiej? klasycznie… iść do sklepu/na giełdę/czy do jakiegokolwiek punktu i kupić narty. Tam już znajdzie się na pewno sprzedawca, który wam doradzi jakie narty dla Ciebie są najlepsze drogi czytelniku…. 🙂 Czy nie macie uczucia, że po takim zakupie zawsze jest pewien niedosyt? Brak pewności, że taki zakup jest inny? Że postąpiło się słusznie?

Oczywiście jest to jakieś doradztwo bo co i sprzedawca w sklepie może zrobić nie widząc jak jeździcie. Jeśli jeszcze nie ma premii od sprzedaży to i intencje w tym będzie miał uczciwe. Zazwyczaj w dużych sklepach jednak ma. W takim wypadku nie ma to nic wspólnego z profesjonalnym doradztwem. Sprzedawca tak naprawdę widząc reakcje klienta będzie wam doradzał jakie narty najbardziej się Tobie podobają. A kupując narty będziesz się w pierwszej kolejności sugerował podstawowymi parametrami (długość, promień, przeznaczenie), a później szata graficzna… No niektórzy mają odwrotnie… 🙂 Piszę to nie złośliwie i też to rozumiem, mnie też moje narty wolę kiedy mi się podobają niż nie. Tak mam. Oczywiście jakiś tam pogląd to da, i pewnie będziemy zadowoleni po zakupie bo co zrobić jak już narty kupiliśmy. Pewnie i jeździć się będzie nie najgorzej… tylko, że… nie wiemy co tracimy… bo skąd wiedzieć skoro nigdy czegoś innego nie spróbowaliśmy.

Jaka jest zatem skuteczna metoda kupowania nart?
Najlepiej jeśli ma się okazje to doradzić się kogoś kto się na tym zna. Tylko nie znajomego, który właśnie kupił sobie nówki za 2700zł i poleca wam dokładnie te same pomimo tego, że wy właśnie stawiacie pierwsze kroki na nartach, a on jeździ od małego? Jemu jeździ się fantastycznie bo i co ma powiedzieć jak już wydał tyle pieniędzy na te narty. Jeśli ów znajomy miał faktycznie okazję pojeździć na większej ilości par nart to jasne, to już jest jakiś wyznacznik. Niech  tak osoba po prostu ma jakieś większe doświadczenie ze sprzętem narciarskim niż to, że jeździła na trzech parach nart w ostatnich 6 latach… To za mało 🙂
Jeśli macie możliwość to najlepiej skonsultować się z trenerami/instruktorami, którzy ponad to, że wiedzą jak jeździć to na pewno doświadczenie w sprzęcie mają większe. Do tego przede wszystkim dobrze by było, żeby zobaczyli jak wy jeździcie. Wtedy będzie o niebo łatwiej.

Co dalej?

Pozostają dwie drogi, albo zdać się na opinię takiego fachowca wskoczyć na allegro i kupić, albo spróbować wynająć takie właśnie narty i się na nich przejechać. Niestety tutaj pojawiają się dwie wątpliwości. Po pierwsze z konkretnym modelem nart w wypożyczalniach to jest tak, ze akurat go nie ma, a po drugie jakość przygotowanych nart w wypożyczalniach budzi sporo wątpliwości. (nie tylko polskich austriackich tak samo) Nie piszę tego złośliwie, po prostu wypożyczalnie w szczycie sezonu nie są wstanie nadąrzyć (albo nie chcą bo się im nie opłaca) odpowiednio dobrze przygotować nart. Mimo wszystko jest to jakaś alternatywa do spróbowania.

Co proponuję? Zadzwoń/napisz do mnie 🙂 Jeśli będę potrafił, doradzę… Przygotuj się jednak a szereg pytań takich jak:

 

  •          Czy lubisz jeździć szybko?
  •          Czy masz zacięcie sportowe czy jeździsz raczej rekreacyjnie?
  •          Jak często jeździsz i od ilu sezonów, czy może zaczynasz dopiero?
  •         Czy wolisz jeździć raczej długim czy krótkim skrętem?
  •         Dynamicznie czy statycznie?
  •         Czy jesteś ogólnie wysportowany również w innych dyscyplinach sportowych? Jakich?
  •         Ile masz wzrostu? I jaką masz budowę silny barczysty facet, czy masz posturę maratończyka?

  

Jedyną skuteczną metodą zakupu nart jest przejechanie się na nich. Ja na podstawi e wywiadu z wami o waszych preferencjach, możliwościach i doświadczeniu coś wam zaproponuję. Jak pisałem wcześniej możecie takie narty znaleźć sobie na allegro, na giełdzie czy gdziekolwiek… Spróbować wypożyczyć.

 

Ja mogę zaproponować ode mnie ze sklepu, wtedy pożyczę wam kilka par, które moim zdaniem dla was będą odpowiednie i z tych nart będziecie mogli sobie wybrać po swoich własnych testach te które wam najbardziej pasują. Oferta nie jest jednak skierowana dla wszystkich. Dlaczego? Bo muszę wam zaufać i uwierzyć, że pożyczam narty odpowiedzialnej osobie. Magazyn też jest nieograniczony, więc tak naprawdę to tylko wyróżnieni  w środku sezonu się załapią na to. Niemniej zainteresowanych o szczegóły zapraszam już personalnie do mnie.

Narciarstwo to moja pasja, a nie sposób na utrzymanie się. Zarabiam na życie gdzie indziej, tutaj mam okazję sobie dorobić, a przy okazji chętnie pomagam tym, którzy szukają pomocy… 🙂

 

 

Rekomendacja

W listopadzie, kiedy jeszcze ruch w serwisie był niewielki, część naszej grupy zdecydowała się  aktywnie i agresywnie rozpocząć sezon oraz podszkolić swoje umiejętności narciarskie, bo tego nigdy dość .

Szkół narciarskich jest wiele, ale my jedną już sprawdziliśmy i chętnie podzielimy się naszym doświadczeniem. Przedstawiamy zatem PTAK-TEAM. Należą się im ogromne ukłony za organizację, zaangażowanie oraz…  niekończącą się cierpliwość. Wyjazd zorganizowany do Kaprun, na lodowiec Kitzsteinhorn był bezapelacyjną rewelacją!

Szkoła działa już ładnych kilka lat, a jej założycielem jest instruktor wykładowca Bartłomiej Ptak. Bartek jest właściwą osobą na właściwym miejscu. Swoją pracę traktuje jak pasję, ale niech pozory nikogo nie zwiodą! Na kursie nie ma szans na ociąganie się czy relatywizm przy wykonywaniu nieskończonej liczby ćwiczeń!

 Bartek ptak

Cała grupa szkoleniowa liczyła około 40 osób, a zajmowało się nią 5 instruktorów. Pierwszego dnia grupa podzielona została na trzy mniejsze: zaawansowaną, zaawansowaną i za… hmmm… sportową. Dwie pierwsze, czyli zaawansowana i zaawansowana, to takie, w których nacisk postawiony był na doskonalenie techniki jazdy, urozmaicone od czasu do czasu przejazdem slalomu giganta. Grupa sportowa natomiast nastawiona była na jazdę po tyczkach – tak slalomowych jak i gigantowych, a urozmaiceniem było doskonalenie techniki. Trzeba przyznać, że towarzystwo na kursie nie pozostawiało wiele do życzenia, bo wśród uczestników przewijali się również instruktorzy PZN.

Co by nie rzec, PTAK-TEAM, to profesjonalna grupa – absolwenci AWF, trenerzy lub byli zawodnicy kadry narodowej. Wszyscy z cierpliwością i niemałym uporem zwracają uwagę na to, co należy w swojej jeździe poprawić.

 Bartek ptak

Podczas szkoleń instruktorzy filmują i fotografują uczestników, żeby poza bieżącymi uwagami na stoku, każdy mógł zobaczyć siebie samego. Tutaj często wyobrażenia o swojej technice zderzają się z rzeczywistością i trzeba je błyskawicznie zweryfikować.  Przyznać trzeba, że prezentacja taka pokazuje wszystkie niedociągnięcia i uczy pokory, ale może też być doskonałą rozrywką, jeśli tylko zdecydujemy się pośmiać z samych siebie. Bo nie wolno zapomnieć o tym, co na nartach jest najważniejsze.

A co jest najważniejsze, mili Państwo?

– Uśmiech, oczywiście.

 

 Bartek ptak

Krótka historia narciarstwa

Zagłębiając się w historię narciarstwa we wszystkich jego aspektach, niejednokrotnie można odnieść wrażenie, że prędzej czy później, ktoś musiał w końcu odkryć jaki ten sport może być przyjemny.

Zaczęło się oczywiście dość prozaicznie – od czasów prehistorycznych, czyli od około 3000 – 5000 lat p.n.e., kiedy to myśliwi zamieszkujący północne rubieże Europy zauważyli, że łatwiej poruszać się po śnieżnej warstwie na dwóch deskach przymocowanych do stóp. Znanych jest kilka źródeł dokumentujących tą teorię, jak obiekty wykopaliskowe z norweskiej wyspy Hoting czy malowidła naścienne z Rødøy. Kij służący do hamowania, podpierania i odpychania wykorzystywany był też jako dzida. A może odwrotnie?

 Badacze historii narciarstwa doszli do wniosku, że wynalazek nart, miał miejsce aż trzy razy, równolegle w odrębnych centrach: południowa Skandynawia po góry Ural i Europa Wschodnia (tzw. typ południowy), Syberia i północna Skandynawia (typ arktyczny) i Finlandia (typ północny).  Kształt i długość ówczesnych nart zależała od regionu, warunków ich użytkowania i aktualnych potrzeb.

 W średniowieczu narty również wykorzystywane były podczas polowań oraz by usprawnić przemieszczanie się na śniegu. W Skandynawii wszyscy mieszkańcy wsi potrafili poruszać się na nartach, co w pewnym czasie stało spotkało się z ogromnym zainteresowaniem mieszkańców miast. Przyjeżdżali więc na wieś, po lekcje domowego narciarstwa.

Oczywiście kij ciągle pozostawał jeden. Po raz pierwszy w literaturze pojawia się informacja o użyciu dwóch kijów dopiero w XVIII w. Wszystko, co w tym sporcie nowe, rodziło się w bólach. Używanie dwóch kijów było uznawane za niezgrabne i wykorzystywane tylko podczas podejść, a na narciarskich salonach, nikt nie przyznawał się do tego na głos.

Świat niejako odkrył narty na nowo w XIX w. Dostrzeżono w nich potencjał do dobrej zabawy i sportowej rywalizacji. Pierwszy bieg narciarski odbył się w 1843r. w norweskim miasteczku Tromso, potem przyszła kolej na zjazdy, slalomy i w końcu skoki narciarskie. Do ich upowszechnienia na świecie przyczynili się głównie Norwegowie, którzy ze swoim zaskakującym sprzętem podróżowali po świecie. W taki sposób narty dotarły do Stanów Zjednoczonych, Kanady czy Nowej Zelandii.

W latach 1887-1888 badacz Fridtjof Nansen przebył równoleżnikowo Grenlandię, udowadniając że jest ona w całości pokryta lodem. W 1911r. Nansen zdecydował się użyczyć statku, z którego prowadził swoje badania, Amundsenowi, umożliwiając mu tym samym zdobycie bieguna południowego przed konkurencyjną wyprawą Scotta. Wydarzenia te odbiły się szerokim echem na całym świecie, co doprowadziło do kolejnego wzrostu zainteresowania sportami zimowymi. Nowym doświadczeniem było też zdobywanie szczytów górskich zimą. Wyprawy takie odbywały się także w Polsce, głównie dzięki taternikom.

Postacią, o której nie sposób nie wspomnieć pisząc o narciarstwie był Austriak, Mathias Zdarsky. Zainteresował się narciarstwem po przeczytaniu książki Nansena o wyprawie na Grenlandię. Nauczył się zjeżdżać, bo tak najprościej mógł przemieszczać się w górzystym terenie, gdzie przyszło mu mieszkać. Skonstruował metalowe wiązania do swoich nart, by unieruchomić but, eksperymentował też z długością narty, dopasowując ją do warunków. Pierwotnie do odpychania się używał jednego kija, a sterował za pomocą łokci, dopiero w późniejszym czasie odważył się użyć dwóch kijów. Opanował technikę skrętu, hamowania oraz jazdę pługiem, co z powodzeniem umożliwiało poruszanie się nawet po znacznych stromiznach. Był jednym z pierwszych instruktorów narciarstwa, a na pewno najbardziej obrotnym z nich wszystkich. Szacuje się, że przez jego lekcje przewinęło się ok. 12 tys. kursantów!

Wiek XX przyniósł jeszcze większe zainteresowanie różnymi dyscyplinami narciarstwa, co zaowocowało powstawaniem ośrodków i budową pierwszych wyciągów (1900r. – Niemcy) dla amatorów. Pojawiały się też organizacje zrzeszające pasjonatów, z powstałą w 1924 – Międzynarodową Federacją Narciarską (FIS)na czele. W Polsce już w 1907r. powstało Karpackie Towarzystwo Narciarzy we Lwowie i Zakopiański Oddział Narciarzy, przekształcony w Sekcję Narciarzy Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego (funkcjonującą po dziś dzień), potem w 1919 – Polski Związek Narciarski, który zajmuje się organizacją wszystkich dyscyplin w tej domenie. Pierwsze zimowe Igrzyska Olimpijskie miały miejsce w 1924r. w Chamonix we Francji, zorganizowane pierwotnie jako Międzynarodowy Tydzień Sportów Zimowych.

Narciarstwo stało się najbardziej popularną dyscypliną sportów zimowych. Szacuje się, że uprawia ją ok. 20-25 mln ludzi, na wszystkich kontynentach, czyli wszędzie tam, gdzie leży śnieg, a teren jest nachylony. Wiele krajów Europy uznaje przemysł i usługi związane z narciarstwem za istotny element gospodarki (Francja, Włochy, Austria, Szwajcaria). 

Ile razy można ostrzyć narty?

Pewnie wielu z Was zastanawiało się kiedyś ile razy można naostrzyć narty nim te się zużyją? Czy może lepiej ostrzyć rzadziej, żeby narty dłużej żyły…? Ile krawędzi znika podczas ostrzenia?

Przeszukiwaliśmy ostatnio sieć w celu sprawdzenia co „Google” twierdzą na ten temat, ale jednej konkretnej odpowiedzi nie znaleźliśmy bo wszystko zaczyna się od: „Zależy od…” albo też odpowiedzi były zupełnie nietrafione…

W związku z tym chcielibyśmy w tym artykule wyjaśnić te zależności na podstawie liczb…

Krawędź nowej narty bądź deski snowboardowej ma grubość około 2 milimetrów (raczej nie mniej). Mówimy tutaj o nartach sklepowych, nie komórkowych – te to inna bajka. Ręczne ostrzenie krawędzi zużywa 0.1 mm – oczywiście nie da się tego tak dokładnie określić. Można to jednak sprawdzić przy po wielokrotnym ostrzeniu tej samej krawędzi i wyliczeniu średniej… Wynik jest więc prosty nożna założyć, że narta wytrzyma nam około 20 ostrzeń krawędzi…

W nawiązaniu do artykułu o tym jak sprawdzić czy nasze narty są ostre w którym to wspominaliśmy o tym, że narty przy jeździe rekreacyjnej powinno się ostrzyć raz na 7 dni jazdy. Teraz ponownie odpowiedzcie sobie na pytanie ile dni w roku jeździcie? 20? 30? Czy może jesteście bardzo aktywnymi amatorami sportów zimowych. Zakładając, ze wasze narty będą ostre narty cały czas to wychodzi 3-4 ostrzenia w roku czyli narty mają żywotność  od 4 do 6 lat… J W obecnych czasach mało kto jeździ na tych samych nartach przez ponad 5 lat…

A to wszystko zakłada, że sprzęt serwisowany jest systematycznie.

A jak to wygląda w przypadku serwisu maszynowego?
To zależy…. J

Zależy od maszyny  i serwismana ją obsługującej.  Stereotyp głosi, że maszyny zużywają dwa razy więcej krawędzi przy ostrzeniu niż przy ostrzeniu ręcznym. Tak jest, ale w przypadku kiedy w przypadku maszyn przemysłowych (które hurtowo przerabiają sprzęt)te maszyny mają jedno ustawienie dla każdej włożonej do nich pary w związku z tym muszą ścinać więcej, aby każda krawędź ostatecznie była naostrzona,  lub starych zużytych maszyn. Jak podkreślaliśmy w innym artykule najnowsze maszyny są coraz bardziej precyzyjne i dzięki ustawieniu dla konkretnych nie ma już aż takiej różnicy w zużyciu krawędzi podczas ostrzenia. 

Gdybyście mieli jakieś pytania zapraszamy poniżej lub na maila serwis@serwisnart.com

Jak przygotowujemy narty…

Jakość oferowanych w serwisie usług jest dla nas najwyższym priorytetem. W przypadku serwisu ręcznego można osiągnąć ją tylko dwoma sposobami:

Po pierwsze: korzystamy z najlepszego dostępnego na rynku sprzętu do obróbki nart i desek. Do ostrzenia krawędzi wykorzystujemy pilniki szwajcarskiej marki Vallorbe oraz norweskiej Swix, pilniki diamentowe oraz specjalnie kamienie szlifierskie i ceramiczne, których zadaniem jest utwardzenie krawędzi. Efektem końcowym ich zastosowania jest maksymalne przedłużenie wytrzymałości krawędzi.  

Przygotowanie ślizgu natomiast odbywa sie wieloetapowo, poprzez kilkukrotne cyklinowanie, czyszczenie oraz smarowanie. Na życzenie klienta używamy specjalnych smarów przeznaczonych do konkretnych warunków atmosferycznych i śniegowych. Jeśli klient przekaże informacje o planowanym wyjeździe w dane miejsce (np. tygodniowy wyjazd na lodowiec w Austrii), my sprawdzamy prognozy pogody i informacje ze stoku dla tego miejsca i odpowiednio przygotowujemy ślizgi. 

Po drugie: własne doświadczenie. Nie ma cenniejszej lekcji, niż jazda na przygotowanych przez siebie nartach. Na początku uczyliśmy się co poszło nie tak, po to, by za drugim razem nie popełnić podobnego błędu. Tak osiągnęliśmy optymalny poziom przygotowania sprzętu, a przyznać trzeba, że nie łatwo sprostać naszym oczekiwaniom.

Serwis maszynowy vs ręczny

Być może część z Was już zastanawiała się nad pytaniem: Co jest lepsze dla nart?

Jak w wielu sytuacjach – w tej także – odpowiedzi na to pytanie nie da się udzielić jednoznacznie. Obydwa rozwiązania serwisu mają swoje wady i zalety. Mamy nadzieję, że poniższy artykuł rozwieje wasze wątpliwości i pomoże wybrać odpowiednie dla Was rozwiązanie.

Przez ostatnie lata produkowane urządzenia do ostrzenia krawędzi poddawane były licznym innowacjom. Maszyny te stały się bardziej precyzyjne i nie uszkadzają (już) krawędzi. Niestety nie wszystkie serwisy narciarskie korzystają z takiego sprzętu. W bardzo wielu, w których nie inwestuje się w nowoczesne wyposażenie, są ciągle maszyny starszego typu, bądź te stosunkowo tanie. Wielokrotnie docierały do nas narty, w których krawędź jest zdarta nierówno – skrajnych przypadkach różnica między czubkiem, a środkiem narty wynosiła prawie 2 mm. Nie trzeba tłumaczyć, że takiej krawędzi nie zostało wiele żywotności. Przy takiej grubości pozostało jedno ostrzenie lub uderzenie w kamień/lód by krawędź się trwale wyszczerbiła. Takie narty należy już raczej spisać na straty.  

Ogólnie rzecz ujmując – obróbka maszynowa jest bardziej prozaiczna (o przygotowaniu nart świadczy jakość maszyny, a nie zdolności serwisanta) i ekonomiczna czasowo (czas przygotowania nart jest nieporównywalnie krótszy niż przy obróbce ręcznej). Maszyny nie radzą sobie jednak dobrze z wgnieceniami krawędzi. Przy obróbce ręcznej do takich miejsc używa się specjalnych kamieni, które czynią krawędź podatną na danym obszarze, dzięki czemu można efektywniej ostrzyć.

Prawda ludowa głosi, że ręczne przygotowanie nart jest mniej inwazyjne dla krawędzi – podczas ostrzenia ściąga jej się tylko tyle, ile faktycznie jest konieczne i nic więcej. Maszyny ściągają sporo metalu w związku z czym skraca się ich żywotność. 

To chyba tyle ile można powiedzieć na temat przygotowania krawędzi.

 

Co do przygotowania ślizgu natomiast – to, co można zrobić ręcznie to – załatać dziury, nasmarować i wypolerować. Kłamstwem było by stwierdzenie, że wszystko ze ślizgiem narty da się zrobić ręcznie.

Obecnie strukturę ślizgu tworzą mikroskopijne rowki ułożone w różnych geometriach (o tym niebawem będzie można przeczytać w innym artykule) i to one odpowiadają za dziesiąte i setne części sekund przy pomiarze czasu na mecie. Po zalaniu dziur tzw. kofiksem, czyli preparatem do regeneracji, lub po normalnym użytkowaniu sprzętu – rowki te zacierają się. Po pewnym czasie więc, ślizgi wymagają maszynowego odnowienia struktury, by nabrał on blasku jak ze sklepowej półki.

Nasza praktyka pokazuje jednak, że praktyczne znaczenie ma to tylko dla zawodników, którym zależy na tychże ułamkach sekund, a wpływ na jazdę rekreacyjną jest niezauważalny.

I chyba ostatnie pytanie które można postawić: dlaczego zajmujemy się ręcznym przygotowaniem nart? Zanim zaczęliśmy – korzystaliśmy z popularnych serwisów maszynowych. Kiedy zainwestowaliśmy pierwsze pieniądze w sprzęt do samodzielnego serwisu – już po kilku razach okazało się, że narty są po prostu lepiej przygotowane, mniej się niszczą i nie straszne im żadne warunki. Dlatego postanowiliśmy podzielić się naszymi umiejętnościami i wspaniałymi wrażeniami z Wami, drodzy Państwo…

Dekalog FIS

Naszą misją jest poprawienie bezpieczeństwa oraz budowanie kultury na stokach narciarskich. Powinniśmy uczyć się na przykładzie krajów zachodnich,gdzie sytuacja o przepychaniu w kolejce do wyciągu, nadmiernej prędkości na stoku czy braku kontroli swoich desek traktowana jest jako nietakt… 

Nie sposób w takim wypadku nie powołać się na ogólnoświatowy dekalog narciarzy i snowboardzistów (Dekalog FIS – fr. Fédération Internationale de Ski)

1. Wzgląd na inne osoby 

Każdy narciarz lub snowboardzista powinien zachować się w taki sposób, aby nie stwarzać niebezpieczeństwa ani szkody dla innej osoby.

2. Sposób jazdy na nartach i snowboardzie oraz panowanie nad prędkością 

Każdy narciarz lub snowboardzista powinien kontrolować sposób jazdy. Powinien on dostosować szybkość i sposób jazdy do swoich umiejętności, rodzaju i stanu trasy, warunków atmosferycznych oraz natężenia ruchu.

3. Wybór kierunku jazdy
 

Narciarz lub snowboardzista nadjeżdżający od tyłu musi wybrać taki tor jazdy, aby nie spowodować zagrożenia dla narciarzy lub snowboardzistów znajdującym się przed nim.

4. Wyprzedzanie
 

Narciarz lub snowboardzista może wyprzedzać innego narciarza lub snowboardzistę z góry i z dołu, z prawej i z lewej strony pod warunkiem, że zostawi wystarczająco dużo przestrzeni wyprzedzanemu narciarzowi lub snowboardziście na wykonanie przez niego wszelkich zamierzonych lub niezamierzonych manewrów.

5. Ruszanie z miejsca i poruszanie się w górę stoku 

Narciarz lub snowboardzista, wjeżdżając na oznakowaną drogę zjazdu, ponownie ruszając po zatrzymaniu się, czy też poruszając się w górę stoku, musi spojrzeć i w górę, i w dół stoku, aby upewnić się, że może to uczynić bez zagrożenia dla siebie i innych.

6. Zatrzymanie na trasie

O ile nie jest to absolutne konieczne, narciarz lub snowboardzista musi unikać zatrzymania się na trasie zjazdu w miejscach zwężeń i miejscach o ograniczonej widoczności. Po upadku w takim miejscu narciarz lub snowboardzista winien usunąć się z toru jazdy możliwie jak najszybciej.

7. Podchodzenie i schodzenie na nogach 

Narciarz lub snowboardzista musi podchodzić lub schodzić na nogach wyłącznie skrajem trasy.

8. Przestrzeganie znaków narciarskich

Każdy narciarz lub snowboardzista winien stosować się do znaków narciarskich i oznaczeń tras.

9. Wypadki 

W razie wypadku każdy narciarz lub snowboardzista winien udzielić poszkodowanym pomocy.

10. Obowiązek ujawnienia tożsamości 

Każdy narciarz, snowboardzista, obojętnie czy sprawca wypadku, poszkodowany czy świadek musi w razie wypadku podać swoje dane osobowe.

Jak sprawdzić czy narty domagają się serwisu?

Oto zasadnicze pytanie. Odpowiedź zaś wcale nie taka trudna. 

Metod jest kilka. Jedne – opierające się wyłącznie na własnej obserwacji, inne – na opinii doświadczonych serwisantów (po którą można się do nich udać). Jeśli krawędź jest zardzewiała albo widać na niej wgniecenia, to nie trzeba być fachowcem by stwierdzić, że  deski aż proszą się o serwis.

Aby ocenić stan ślizgu należy sprawdzić czy nie ma na nim dziur, po bliższym spotkaniu np. z kamieniami lub czy na jego powierzchni nie powstał białawy nalot świadczący o nadmiernym wysuszeniu.

Sugestywnym też może okazać się fakt, kiedy ostatni raz nasze narty i deski były oddane w czułe ręce serwisanta. Często bywa tak, że po jednym, intensywnym dniu na oblodzonym stoku krawędzie nadają się do ostrzenia. Ważne jest to zwłaszcza dla amatorów jazdy sportowej.

Trening sportowy bez dobrze przygotowanego sprzętu jest trudny, żeby nie powiedzieć, że wręcz niemożliwy. Założeniem takowego, jest zmaganie się z własnymi możliwościami, a nie z tępą krawędzią czy kiepsko przygotowanym ślizgiem.

Dla osób lubiących szybką jazdę, jednak niekoniecznie biorących udział w slalomach, zaleca się serwis co 3 – 6 dni na stoku. Dla jeżdżących rekreacyjnie – maksymalnie co 10 dni.  Początkowo takie podsumowanie może się wydać zaskakujące, jednak uczciwe stwierdzenie ile razy w sezonie zapuszczamy się na narciarskie wojaże może pokazać, że wcale nie jest to wygórowana i absurdalna liczba. Podkreślić tutaj należy też fakt, że częste ostrzenie krawędzi powoduje minimalne ich zdzieranie. Jeśli zaś narty ostrzone są rzadko, ubytki się pogłębiają i konieczne jest zeszlifowanie grubszej warstwy z całej długości krawędzi.

Warto pamiętać również, że od stanu sprzętu może zależeć bezpieczeństwo nasze i innych. W razie konieczności gwałtownego skrętu lub drastycznego hamowania – dobry stan nart i snowboardu może być nie do przecenienia.