Dlaczego tak jest?

 

Jestem narciarzem od dziecka. Już wieku 6-7 lat miałem swoje pierwsze dechy, a w zasadzie to plastiki, które do butów przywiązane były rzemieniami…  Nie, nie… Ani myślę chełpić się tutaj jak długo, jak wiele i to, że skoro założyłem narty jak byłem mały to na pewno jestem prawdziwym narciarzem. Tak naprawdę to jestem przeciętnym narciarzem, a w kategoriach sportowych to żadnym. Zdobyłem stopień pomocnika instruktora, ale to o niczym nie świadczy. Niestety, ale w trakcie egzaminu zawiodłem się na poziomie jaki trzeba osiągnąć, aby ten tytuł mieć. Miałem inne wzorce, pomocnik instruktora kiedyś był dla mnie wzorcem. Niemniej jest to jedyny formalny wyznacznik. Jedyne co chcę przekazać to, że narciarstwo nie jest mi obce, próbowałem różnych form w różnych warunkach bo chcę spróbować tej dyscypliny w każdym wymiarze.

Narciarstwo po prostu kocham, kocham tę dyscyplinę, kocham góry, wiatr i płatki śniegu na twarzy, adrenalinę dostarczaną prosto do żył, taniec na śniegu i to, że mogę ten sport uprawiać z wartościowymi dla mnie ludźmi, co sprawia, że kocham ją jeszcze bardziej.

W wieku kilkunastu lat sytuacja zmusiła mnie do zaprzestania czynnego narciarstwa i tak w latach licealnych i na początku studiów nie jeździłem w ogóle. Kiedy ponownie miałem okazję stanąć na nartach cieszyłem się jak dziecko, że wracam do tego pięknego sportowego świata. Generalnie jestem amatorem w wielu dyscyplinach sportowych, takich jak: kolarstwo górskie, szosowe, bieganie, trekking, wspinaczka skałkowa, pływanie, kiedyś piłka nożna i inne sporty grupowe… Do tego uwielbiam próbować nowych dyscyplin, które są dla mnie nowe, ale chce spróbować, żeby ich doświadczyć… a może któraś z nich okazać się moją nową pasją…  Takie tam, wiele ludzi podąża tą ścieżką bo mieszkamy w kraju, który dostarcza fantastycznych możliwości do uprawiania właśnie tych dyscyplin… (W ogóle to mieszkamy w pięknym kraju i korzystajmy z tego. Ja korzystam… J) Zmierzam jednak do czegoś innego. W każdej z wymienionych dyscyplin spotyka się ludzi, różnych ludzi czasem złych, czasem dobrych, czasem takich których się lubi bardziej, a czasem takich, których lubi się mniej… Wszystkich zawsze łączy jedno, wspólna pasja i radość związana z przeżywaniem i dzieleniem się emocjami dostarczanymi przez spędzone chwile. To, że w tych kręgach rodzi się od razu, błyskawicznie po pierwszym spojrzeniu jakaś więź. Rozmowa od razu się układa i od razu jest o czym rozmawiać. Radość z tego, że można się pochwalić, że pokonało się samego siebie i pomimo wyczerpania jechało się dalej bo droga już była niedaleka. I automatycznie zrozumienie w oczach drugiej osoby. Do dzisiaj pamiętam jak opowiadałem znajomym historię kiedy jechałem na rowerze górskim pod silny wiatr przez 30km… opowiadając to w biurze kiwali głowami, ale nie wiedzieli o co chodzi, kiedy powiedziałem to mojemu serdecznemu przyjacielowi od razu zobaczyłem zrozumienie w oczach 🙂 Przyjemne wspomnienie… Cel mam jednak jeden we wszystkich tych dyscyplinach jednak ludzie byli razem i byli pozytywnie nastawieni do siebie. Czy na rowerze, czy na skałach, czy w górach na spacerze, czy na jeziorze, na rzece, zawsze ludzie się cieszyli, ze spontanicznego spotkań…

Dlaczego zatem na polskich stokach jest inaczej? Dlaczego tak jest, że kiedy jadę na stok to się boję…? Nie chce się bać i chce się cieszyć… chce się cieszyć jazdą, każdą sekundą, każdym momentem, każdym skrętem, każdym dzwonem (pod warunkiem, że bezkontuzyjnym J ). W tej chwili na stoku walczę o to, żeby przeżyć. Oczy trzeba mieć cały czas dookoła głowy, cały czas trzeba się mieć na baczności być czujnym tego co się dzieje dookoła, a i tak to czasem nie wystarczy. Ja wiem dlaczego? To siedzi w naszych głowach, ale czy dożyjemy czasów, kiedy na stokach zwycięży odwaga nad brawurą? Odważne jest zjechać ze stoku z którego się boimy, ale w rozsądnej dla swoich umiejętności prędkości. Brawurą jest zjechanie zagrażając przy tym innym… Oczywiście dochodzi też bardzo, bardzo wiele innych czynników takich jak łatwa dostępność sprzętu, czy niewystarczająca ilość stoków… moim zdaniem to jednak ludzie powinni ostatecznie być tymi, którzy powinni w takich warunkach jakie mamy do dyspozycji odpowiednio zachować.

Pod stokiem w kolejce znowu negatywna energia w postaci przepychających się ludzi. Znowu źle… Jeśli mamy do dyspozycji jakąkolwiek integracyjny wyciąg (wieloosobowe krzesło/orczyk/gondola J) to jest szansa, że spotka się kogoś wesołego kto chętnie będzie z nami porozmawia. Jeśli jednak udziela mu się również sytuacji ze stoku to wiadomo, że skończy się narzekaniem na panujące warunki i już choćby była najpiękniejsza pogoda to i tak będzie negatywnie.

Chciałbym dotrzeć do tych wszystkich brawurowców, przez których okazuje się, że jestem tchórzem… Bo boję się jeździć na nartach.

Jeśli chodzi o towarzystwo sportowe w narciarstwie alpejskim to tam witki opadają, i szkoda pisać. Poza polityka, nigdzie nie spotkałem się z takim poziomem hejterswa. Gdzie sportowa rywalizacja przerodziła się niezdrowa zawiść i nienawiść. Na dowód wystarczy sobie popatrzeć na komentarze i wpisy na stronie magazynu ntn (www.ntn.pl). Tyle szkoda zachodu bo tam się jeszcze długo nic nie zmieni.

  

Dlatego (choć nie tylko dlatego) od kilku sezonów przerzuciłem się skrupulatnie na skitoury, ale może o tym innym razem… 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *